Gasnący dzień nakazywał pożegnać rozkoszną tę okolicę. Słoneczna łuna błąkała się jeszcze po szczytach nadbrzeżnych, ale w dolinie Morskiego Oka zmrok już szarzał. Strzeliliśmy kilka razy na odjezdnym. Pożegnawszy się przez echo z okolicznymi górami, wsiedliśmy na konie czekające nas przy Morskim Oku i wróciliśmy do leśniczostwa tą samą drogą, która nas aż do Roztoku przyprowadziła.

Taka podróż nie może zaspokoić, rozdrażni tylko, w połowie odsłoni wdzięki gór. Pragnąłem ją powtórzyć, inaczej się stało — musiałem poprzestać na 13 sierpnia.

Kościelisko. Źródło Czarnego Dunajca. Smerczyn Staw, góra Ornak331

Jeszcze w maju puszczałem się był na zwiedzenie Doliny Kościeliskiej. Zdawało się, że w tym przynajmniej miejscu, jako leżącym wśród gór niższych i dostępniejszych, będę mógł złagodzić niecierpliwość dostania się do wnętrza Tatrów. Ale mój zamiar nie miał powodzenia: śnieg, deszcz i mgła witały mnie na przemian w Kościelisku. Zaledwie wyniosłem z owego czasu wspomnienie niższej części doliny i kilku szczytów, błyskających na przemian między chmurami. A tymczasem to miejsce uchodzi za jedno z najbardziej uroczych w Tatrach, z czym i ja się zgodziłem, o ile z pierwszego i krótkiego rzutu oka osądzić mogłem. Postanowiłem przeto zrobić powtórną wyprawę.

Droga z Nowego Targu do Kościeliska idzie przez wsie Szaflary, Biały Dunajec, Poronin i Zakopane, zawsze ponad wodą Białego Dunajca. Później rzuca się pod same góry w bujne świerkowe lasy i styka się z rzeką Czarnym Dunajcem przy samym jej wypływie z Kościeliskiej Doliny332. Droga ta, trzymilowa z górą, ubarwiona jest miłą rozmaitością, szczególnie od Poronina. Dunajec szumiał nam wciąż po ogromnych płytach, co mu dno wyścielały. Góry po obu stronach i łąki rozdołu, którym droga idzie, jaśniały świeżą zielonością jakby wśród wiosny. Po lasach gwizdała wilga i drozd uczył się pieśni słowika — jednym słowem, przebyliśmy tę drogę bez najmniejszej nudy. Naraz gościniec zbiegł na odkrytą dolinę i skręcił ku południowi. Spojrzałem przed siebie, na tę i na tamtą stronę pasma wysokich gór, świerkami okrytych. Tylko w jednym miejscu przerwa aż do dna doliny, na kilka sążni szeroka, po jednej i po drugiej stronie dwie ogromne skały, jak dwie kolumny w bramie333, a spomiędzy nich Czarny Dunajec334 wypadał — to wjazd w Kościeliską Dolinę! Minąwszy wspomnianą bramę, ujrzeliśmy się w rozkosznej, płaskiej dolinie335 owalnego kształtu. Pokrywał ją kobierzec najświeższej darni, ocieniały dokoła góry i lasy, zdobne takim wdziękiem, że się zdawały być ulubieńszym nad inne dziełem przyrody. Po prawej ręce szumiał pod górami Dunajec. Gdzieniegdzie spomiędzy gór lesistych wystawały nagie szczyty — jak wieże nad okazałym grodem. Droga wyprostowana, wysadzona drzewami, szła środkiem płaszczyzny i niknęła w wąwozie, który się zamykał dalekimi górami. Ta mała dolina to przedsionek Kościeliska! Gdzie ona zwęża się336, tam się zaczyna właściwa Dolina Kościeliska. Hamernia i budowy należące do niej zapełniają początek doliny337. Jest tu także, oprócz wygodnej murowanej oberży, kilka domków, które gościnny tego miejsca właściciel, zmarły przed kilku laty Homolacz, przeznaczył jedynie dla ciekawych podróżujących.

Wieczorem 21 sierpnia przyjechaliśmy do Kościeliska, dlatego zwiedzanie jego rozpoczęliśmy dopiero nazajutrz. Nim przystąpię do ważniejszych szczegółów, powinienem dać wyobrażenie całej doliny. Długość jej ma wynosić półtorej mili. Dno tak wąskie, zwłaszcza w części najniższej, że między potokiem, który je przebiega, a górami bocznymi droga zaledwie się przeciska. Góry tworzące Kościeliską Dolinę są jedyne w swoim składzie, jedne z najpiękniejszych w rodzinie Tatrów. Pomiędzy nimi, po lewej ręce idąc w głąb doliny, są: Giewont, który oddziela Kościelisko od Zakopanego, i niższe szczyty: Miętuska338, Upłaz339 itd. Po prawej Tomanowo340, Smytnia341 itd. Ornak lub Pyszna342, ze śniegami na wierzchu, zamyka półkolistymi piersiami Dolinę Kościeliską od południa i odcina ją od Węgier. Zresztą każdy tu szczyt najmniejszy, jak i w całych Tatrach, ma swoją nazwę, ale tych i dowiedzieć się, i wyliczyć je trudno. Boki gór po większej części bardzo strome, w niższej strefie mają wiele rozmaitości — tu pięknym lasem porosłe, tu ze stromych skał nagich obwieszone drzewami, to rosnącymi, to powalonymi przez coroczne ulewy i wichry w rozmaitych położeniach, dalej usłane kosodrzewiną, a najwyżej nagie.

Ciekawy jest początek nazwy tej doliny. Podczas jakichś wojen w Polsce wojska nieprzyjacielskie zapędziły się aż w te strony. Górale udali, że się cofają przed większą liczbą, i tym ruchem wprowadzili nieprzyjaciół pomiędzy góry, po czym przeciąwszy im w ciasnych miejscach odwrót głazami i drzewami, spuszczanymi ze szczytów, co do jednego ich znieśli. Od mnóstwa nieprzyjacielskich kości ta dolina przezwana została Kościelisko. Właściwie owa porażka miała mieć miejsce w dolinie leżącej pod Giewontem, przy drodze z Zakopanego do Kościeliska, a zwanej dziś Biały Potok343; zdają się potwierdzać tę wieść rozrzucone po niej kości ludzkie nie do zliczenia. Tę klęskę, według jednej opowieści, mieli ponieść Szwedzi, według innej — Tatarzy.

Nazajutrz przy pięknej i pewnej pogodzie, z zapasem żywności i wina, puściliśmy się na całodniową przechadzkę po dolinie.

Pierwsze stanowisko jest zaraz niedaleko hamerni przy źródłach Czarnego Dunajca344. Jedno z nich leży na maleńkiej płaszczyźnie pod Upłazem, w kształcie okrągłego zwierciadła, spokojne takoż jak powierzchnia zwierciadła, chociaż woda jego rozlewa się na dwie strony nadzwyczaj obficie i gwałtownie. O kilkaset kroków dalej bije drugie źródło, obfitsze, ciekawsze — już to przez położenie swoje, już przez podanie przywiązane do niego. Później obszerniej o nim powiem.

W południowej ścianie Upłazu znajduje się pieczara zbójców345. Aby dostać się do niej, trzeba okrążyć tę górę od północy, przebyć jej grzbiet i dopiero spuścić się cokolwiek na dół. Cała ta droga idzie gęstym lasem i tylko drzewa, poznaczone siekierą, są przewodnikiem. Pieczara wykuta jest ręką ludzką346 w kształcie długiego korytarza. W ścianach ma otwory zastępujące okna, wewnątrz kamienne ławy, a na samym końcu źródło. Przed kilku laty znaleziono przy tym źródle kości ludzkie, nad podziw wielkie. Według opowieści góralskich miały to być szczątki sławnego przed laty zbójcy z Węgier, Janoszyka347. Dostęp do pieczary bardzo stromy i zasłonięty gęstwiną drzew, ale widok z niej ogarnia całą dolinę i wszystkie góry południowe.