Około szóstej stanęliśmy nad Morskim Okiem.

To miejsce, ze względu na jego przystępność z powodu wygodnej drogi (nie tej, którą myśmy szli), jest jednym z tych w Tatrach, które bardzo wielu zwiedza i podziwia, a niejeden opisuje. Morskie Oko nie zrobiło na mnie wrażenia, jakiego się spodziewałem, niezawodnie dlatego, żem już widział Pięciostawy. Mimo to zasługuje na to, co o nim mówią. Ma swoją piękność niepospolitą, a sobie tylko właściwą. Jest to wielka masa wody zamknięta w jeziorze okrągłym, którego powierzchnia zajmuje 70 morgów328, o brzegach tak rozległych, że człowieka stojącego na brzegu przeciwnym dojrzeć nie można. A w co na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, o tyle mniejsze wydaje się z powodu olbrzymich wysokości, które je dokoła otaczają. I my padliśmy ofiarą tego złudzenia, ale dwie próby sprostowały nasz sąd o nim. W nadziei, że się prędko dostaniemy na brzeg przeciwny, wsiedliśmy na stojący tam statek (rodzaj promu) i w pięć wioseł silnie pędziliśmy. Po pół godzinie okazało się z oddalenia brzegów, żeśmy jeszcze w połowie nie byli. Później strzelaliśmy kulami, ale te przy wszystkich swoich podskokach nie dosięgały nigdy ani połowy jeziora.

Głębia Morskiego Oka jest niezmierzona. Może nie jest bezzasadne twierdzenie, że jezioro to łączy się z morzem, że woda jego z morza przychodzi. Bądź co bądź, głębokość jeziora w pewnej odległości od brzegów dotąd nie jest docieczona.

Na środku Morskiego Oka jest wir wielki.

Ryby dają się tu widzieć, czasem nieznanego rodzaju. Opowiadał mi człowiek wiarygodny i miał na to świadków, że w roku zeszłym ukazała się im niedaleko brzegu ryba z głową nad wodę podniesioną, do kociej podobną. Górale także powiadają, że przed laty kilkunastu jakaś ryba, nieznana im, porywała pijące owce, a szczególniej czarne. Pasterze zasadzili się ze strzelbą, dali do niej ognia, skoro się pokazała, i odtąd już jej nie widzieli.

Przezroczystość wody Morskiego Oka jest rzeczywiście więcej niż szklana. Przypomina to, co wiemy o przezroczystości wody północnych stron oceanu. Na dnie kilkunastosążniowej głębokości widzisz najdrobniejsze prawie przedmioty — jak za szkłem.

Dwoma głównie przedmiotami godnymi widzenia odznacza się okolica Morskiego Oka. Pierwszym jest jezioro zwane Czarny Staw329. Leży na południowy wschód od Morskiego Oka, w obrębie tychże samych szczytów nadbrzeżnych, ale na podniesieniu wyższym mniej więcej o sto sążni. Jest to jakby ustęp w skałach Morskiego Oka, wodą wypełniony. Woda ta wylewa się potokiem w rodzaju wodospadu i spływa do Morskiego Oka.

Od południa znowu stoi góra skalista, Mnichem zwana. Ma ona w samej rzeczy podobieństwo do siedzącego zakonnika z odrzuconym kapturem, a dłuższe wpatrzenie się pozwala dokładnie rozpoznać twarz, brodę i inne części ludzkiej postawy.

Niewiele wód zewnętrznych zasila Morskie Oko. Oprócz wodospadu z Czarnego Stawu i potoku, który się spuszcza po przepaścistej skale ze strony zachodniej, innych wód nie dostrzegłem. Zdaje się, że główny zapas wody tego jeziora na dnie jego być musi, gdyż odpływ wody tworzącej Białkę330 każe się domyślać obfitego jej przypływu.

Zajmującym także szczegółem tego miejsca jest echo — zwłaszcza wystrzału z ręcznej broni. Trwa ono minut kilka, jak grzmot największy, obchodzi dokoła jezioro i w chwili, kiedy głuchnie w jednym punkcie, odzywa się w drugim z tym większą siłą.