Najgłośniejszym bohaterem zbójectwa w Tatrach jest tak zwany Janoszyk. Żył on w końcu przeszłego wieku. Tysiące opowieści krąży o nim dotąd. Te opowieści przystrajają go we wszystko, czego tylko potrzeba, aby zbójectwo podnieść do ideału. Janoszyk jest ideałem zbójcy najukochańszym, na jaki tylko wyobraźnia Górali zdobyć się może. Skupiają się w nim wszystkie przymioty zbójcy, wszystkie zalety i cnoty człowieka. Olbrzymi wzrost, uroda, rozum, siła nadludzka, zręczność niezrównana, odwaga bezprzykładna, dobroć, szlachetność — wszystko to łączyło się w Janoszyku. Był on jeszcze człowiekiem nadzwyczajnym przez związek ze światem nadzmysłowym, przez władzę nadprzyrodzoną — nad duchami i przyrodą — niczym nieograniczoną.
Obok tego wszystkiego był bardzo pobożny, co go nieraz ocaliło, jak np. w następującym zdarzeniu: Janoszyk spotyka raz biednego studenta z Podolińca, wchodzi z nim w rozmowę i do tego rzecz doprowadza, że student zaciąga się do jego bandy. Ale po niejakim czasie zdradza Janoszyka, porozumiewa się ze zwierzchnością i przyrzeka zabić go. Wkrótce znajduje sposobność spełnić przyrzeczenie. Było to o wschodzie słońca, kiedy Janoszyk zwykle się modlił, i to klęcząc. Zdrajca zakrada się z tyłu i strzela do niego, ale chybia. Janoszyk, jakby nie słyszał, nie przerywa modlitwy, nie zmienia postawy. Pada drugi strzał i znowu chybia. Janoszyk wciąż się modli, jest właśnie przy końcu modlitwy, kiedy zdrajca trzeci raz dał do niego ognia — i tym razem bez skutku, a sam począł uciekać. Janoszyk powstał, bo skończył zwykłą modlitwę, puścił się za uciekającym, dopędził go i zabił. Pobożność go ocaliła.
Sławę Janoszyka dzieli jego siekierka. Była ona także nadzwyczajna. Nie potrzebował mieć jej ciągle przy sobie, bo sama leciała na jego gwizdnięcie, choćby z miejsc najdalszych. Gra ona szczególną rolę w ostatnich chwilach Janoszyka. Kochanka, co go wydała zdradziecko w ręce zwierzchności, wiedziała o tej własności tajemniczej jego wałaszki, miała więc przezorność zamknąć ją naprzód w dziewięciu skrzyniach z dziewięcioma zamkami. Janoszyk, schwytany, gwizdnął na swoją broń doświadczoną. Wałaszka, wierniejsza od kobiety, jak tylko usłyszała gwizdnięcie Janoszyka, zerwała się na pomoc jemu i zaczęła się wyrąbywać z zamknięcia. Przerąbała osiem skrzyń, ale dziewiątej nie mogła, bo taka siła jest w liczbie dziewięć.
Koniec Janoszyka okrywa niepewność. Według jednych podań został powieszony, inne naznaczają mu śmierć naturalną. W Dolinie Kościeliskiej pokazywano mi z dala jaskinię395, w której znaleziono szkielet olbrzymiej wielkości i uważano go za śmiertelne szczątki Janoszyka.
Miał on być rodem ze Spisza. W Drużbakach, w domu kąpieli mineralnych, widziałem obraz rytowany, przedstawiający Janoszyka ucztującego z czterema towarzyszami. Jeden z nich gra na kobzie, drugi wyprawia napowietrzne skoki z siekierką, sam Janoszyk z dwoma drugimi pije. Malarz przedstawił ich tam w stroju prawdziwym zbójców, ozdobionym wyszywaniami, w ogromnych kołpakach z gałązkami u góry — strój hajduków i huzarów. Pod każdym wypisane było jego nazwisko. Żałuję, żem ich sobie nie ponotował.
Jest to godne zastanowienia, że każdy z głośniejszych zbójców odznacza się szczególniejszą siłą życia wewnętrznego. Ich przewidywania, a raczej przeczucia, dochodzą niekiedy do stopnia nad pojęcie zwyczajne. Z tego powodu przytoczę opowieść prawdziwą, wypadek współczesny, chociaż należy do miejsc innych, bo scena odbywa się w Górach Kołomyjskich396, pomiędzy tamtejszymi zbójcami, głośnymi pod nazwą opryszków, w ojczyźnie tak zwanych Hucułów397.
Pan G., dzierżawca wsi K., ściągnął na siebie nienawiść jednego z hersztów, który z tejże wsi był rodem. Pan G. wie o tym, że bandyta dybie na jego życie. Ażeby uwolnić się od trwogi, bierze się na ten sposób: porozumiewa się z dwoma chłopami, obija ich rózgami dla pozoru, ażeby uciekli niby wskutek tego pobicia, a następnie dla pomszczenia się weszli do bandy wspomnianego bandyty i upatrzywszy porę, zabili go, zwłaszcza że rząd nałożył już cenę na jego głowę. Stało się wszystko, jak ułożono. Dwaj pobici uciekli, znaleźli wiarę u bandyty, zostali przyjęci do bandy i przez całe pół roku tak dobrze udawali, takie dawali dowody odwagi i poświęcenia w wyprawach zbójeckich, że zyskali zupełną ufność towarzyszów i herszta. Pół roku tak przeszło, kiedy bandyta postanowił ostatecznie zrobić napad na dom pana G. i zabić swojego wroga. W tym celu podsuwa się pod wieś K., ale z chwilowej konieczności tak wypadło, że musiał rozesłać w różne strony swoich opryszków. Dwóch tylko zostało przy nim, jako jeszcze mniej doświadczonych — byli to właśnie owi dwaj nastający na jego życie. Herszt był znakomitym wróżbitą, zaczął więc wróżyć sobie, rzucając fasolkę. Dwaj towarzysze siedzieli opodal trochę, przypatrując się wróżbie. Na pierwsze rzucenie zmarszczył się, po drugim zawołał: „Źle!”, po trzecim porwał się niespokojny, przyzwał do siebie obu i zawołał: „Chłopcy! Tu stoi, że tej nocy jeden z nas zginie. Co to jest? Albo nas napadną, albo może który z was zdradza mnie?”. Dwaj struchleli, ukryli to jednak. Herszt tłumaczył im położenie fasolek i zapewniał, że jeden z trzech koniecznie tej nocy zginie. Po tym wszystkim pragnie zapewnić się jeszcze lepiej o prawdziwości wróżby, wraca do fasolek, rzuca je na nowo. Ale kiedy podczas tej czynności stał odwrócony tyłem, dwaj nasadzeni, lękając się, aby nie odkrył zdrady, skorzystali z tej chwili, cofnęli się szybko na parę kroków, dali razem ognia i położyli go na miejscu trupem.
Pieśni osnute na zbójnictwie są w bardzo wielkiej liczbie. Świadczą one, jak powiedziałem, o pewnym upodobaniu Górali w tym rodzaju życia, o silnym pociągu wewnętrznym do niego. Mało wpadło mi w rękę, ale i to więcej rozjaśni ten przedmiot, niż wszystko, co bym ja mógł powiedzieć. Niektóre z tych pieśni są mniej lub więcej zupełne. Wielka część ma jedynie wartość urywków, jednak je zachowuję, bo wszystko razem jest upoetyzowaniem zbójeckiego zawodu — od uznania dla niego aż do śmierci na szubienicy.
Zbójnicy są zazwyczaj gładoszami398 góralskimi. Urodziwi ciałem, zdobią się jeszcze strojem, który można nazwać nawet wyszukanym. Pielęgnują szczególnie włosy, nie strzygą ich i noszą albo rozpuszczone, albo przeplatane wstążkami.
Darmo wy mnie, darmo do skoły daicie.