— Przeciwnie.
— A jednak nie tańczysz.
— Od jakiegoś czasu.
Ja się uśmiechnąłem, on zamyślił się na chwilę.
— Dobrze pan robisz. Od jakiegoś czasu31 — a mówił to z wydatnym przyciskiem — nikt by tańczyć nie powinien; ale poradźże tu z tymi ludźmi!
Zatrzymał się znowu, zachmurzył się, po chwili przybrał twarz obojętną i obojętnie mnie zapytał:
— Pan zapewne z dalekich okolic?
— Tak, niedawno poznałem tutejsze.
— Niewiele zyskałeś.
— Przeciwnie — odpowiedziałem ze szczerą uprzejmością — miałem przyjemność poznać pana Machnickiego.