Błyszczą w kaplicy pośrodku cmentarza.
Łoże małżeńskie zapłonione blado
Światłem, co mdlało, buchało, znów mdlało,
Tak się w półcieniach dziko wydawało,
Jakby to łoże, gdzie umarłych kładą.
Po dniowym trudzie małżonek śpi mocno:
Zmrużonym okiem po co żona czuje112?
Czy jak duch dobry jego snu pilnuje?
Zegar wybija dwunastą północną.
«Czego to, gdzie to dzwony uderzyły?» —