Że już omdlało — czczość, mgłę zostawiło.

W tej czczości, w tym omdleniu

Świat tobie, memu marzeniu!

Jesteś więc ze mną! Witam cię, o cieniu!

A z łomu gruzów, śród morderców gwaru

Wznosi się szatan falami pożaru

I w równi trzyma na wadze zniszczenia

Rozkosze zemsty i zbrodni cierpienia —

Dając mi porę, bym w czasie cofnionym

Puścił wzrok wieszczy za jezdcem127 zgubionym: