To skrętnym wężem pełzną po wyżynie,

To się jak wstęga snują po równinie,

To w paszczach jaru giną niespodzianie —

Aż razem znikną w dalekim tumanie.

Tak tu wyraźny ten widok rozległy,

Że zliczysz wszystkie przydrożne figury;

A oczy lepsze dostrzec nawet mogą:

Gdzie jaki żebrak ciągnie którą drogą,

Gdzie koło błyska pośród pyłu chmury.

A dnia ostatkiem zachód pozłocony,