Od reszty swoich oba tak dalecy.

Jakiś tu zamiar pokrywa cień nocy.

Lotem spojrzenia ataman dobiega;

Gwizdnieniem szabli wpół rozdmuchnie Lacha:

Trzasnął grom skryty — zajęczała płacha189

I po powietrzu tysiącem drzazg miga.

Lach dalej świsnął: a koń atamana

Aż ziemię zapruł kutymi kopyty190;

Tak lejc go zerwał — i stanął jak wryty.

A twarz Nebaby, jakby jedna rana,