A choć mu rana do dna pierś rozdarła

I w niej krew czarna kipi jak we zdroju,

I choć posoką umalował skronie,

I wzrok w strumieniu dymiącym się tonie —

Widać po jego spokojnej postawie,

Że odpoczywa po wojennej wrzawie.

Albo też, jeszcze i dotąd męczony

Zuchwalstwem rządcy i Orliki zdradą,

Zboczył, wędrując pomimo tej strony,

By się nacieszyć obmierzłych zagładą.