Czy wiatr przeleci, czy upadnie listek.

Kochane widmo marzy jego dusza!

I wiatr przelata, i liść się przerusza,

Orliki jednak jak nié ma, tak nié ma.

Już po sto razy wzrokiem wypatrzonym

Witał wstające nad wzgórzem obłoki,

Już po sto razy rozeznał jej kroki

W bliskiego zamku zgiełku przytłumionym:

I zawsze błądził; aż błądząc wokoło,

Nad ciche źródło schylił ciemne czoło.