W szczelinie wieży dawno jęczy ona:

Że miesiąc ściemniał, wiatry na nią wyły

I na tak długo odleciał jej miły.

Wszak to lot jego usłyszała w górze?

Nie; to dziewczyna przychodzi pod wieżę,

Błądzącą ręką za mury się bierze,

Plątane nogi pośród nocy stawia.

«Czyś tu, Nebabo?» — z cichutka przemawia.

«Tu, tu, Orliko!» — szepnął głos przy murze.

«O, jakżem rada, żem wreszcie przy tobie! —