Jak rozdrażnionej gadziny oczyska.

Gdzieniegdzie znowu spod burki kosmatej

Sen niespokojny wychylił pół twarzy

I przez sen widać, co każda z nich marzy,

To z brwi marszczonych, to z wargi wąsatej:

Na tej śmiech dziki, klnące słowa na tej.

A tam przyjaciel i wierny, choć panu,

Koń, ułożony tuż pod pana bokiem,

Strzeli niekiedy przebudzonym okiem

Niby kochanie śród świata tumanu.