Naprawdę było mi go żal. Byłam też bardzo poruszona, że tak się z mojego powodu smucił.
Nagle Henrik chwycił mnie mocno za nadgarstek — rozpaloną dłonią. Po czym gwałtownie wstał i wymamrotał coś zakończone słowem „dobranoc”. Zabrał ze stołu kapelusz i wybiegł.
Stałam jeszcze tam zamyślona i patrzyłam za nim, kiedy zjawiła się niańka, aby powiedzieć, że Ingrid źle się czuje, więc musiałam wrócić do środka. Wymiotowała, bolał ją brzuch i krzyczała, a kiedy oporządziłam ją, przygotowałam jej łóżko i nieco ją uciszyłam, nie chciała mnie puścić — musiałam ją nosić i lulać; chciała mi spać na kolanach.
Siedziałam z nią na kanapie w pokoju dziennym, gdy nagle drgnęłam; ktoś był za oknem. Odłożyłam dziecko, już śpiące, na kanapę i wyszłam.
Był to Otto — głos drżał mi ze strachu i bezsensownej, pełnej poczucia winy konsternacji.
— Ależ, drogi mój, wielkie nieba... Tutaj stoisz?
Mała przebudziła się i z zadowoleniem dała się zabrać ojcu do łóżka. Otto wyszedł do mnie, nadal stojącej w ciemnym ogrodzie.
— Cóż za dziwaczny pomysł: stać tam i zaglądać do środka — powiedziałam ze złością.
Otto zaśmiał się i mocno mnie objął.
— No właśnie! Wiesz co, człowiek miewa czasem takie śmieszne pomysły. Byłem za furtką do ogrodu i zobaczyłem światło w salonie. Pomyślałem sobie wtedy, jakby to było, gdybym był obcym, który w piękną, letnią noc zobaczył takie światło w przyjemnym domu w cudnym ogrodzie. I wyobraziłem sobie, dla hecy, że przejdę przez ogród i zobaczę, jacy mieszkają tam ludzie; widzę, że w swoim ogrodzie mają wiele pięknych kwiatów, czuję zapach krwawników i rezed — zaglądam więc do środka i widzę uroczą młodą panią, siedzącą w salonie z cudnym dzieciątkiem na kolanach... Boże dopomóż, stałem tak i zazdrościłem sam sobie.