— Podobno mężczyzna nigdy nie jest naprawdę nieszczęśliwy w małżeństwie — powiedziałam szybko. — To znaczy, kiedy nie ma złej żony. Myślę na przykład, że mężczyzna nie cierpi, będąc mężem jednej i kochając inną, gdy jego żona jest ładna i miła.

Henrik przeniósł na mnie wzrok:

— Co ty możesz o tym wiedzieć?

Przestraszyłam się tego, co właśnie powiedziałam — czy też, jak pojął to Henrik. W ogóle nie miałam zamiaru mówić czegoś, co odnosiłoby się bezpośrednio do Henrika i do mnie. A jednocześnie poczułam silną satysfakcję, skoro już mi się to tak wyrwało — chociaż wcale nie chciałam.

Uczucie jeszcze się wzmogło, kiedy Henrik patrzył tak na mnie i zapomniał odwrócić wzrok — siedzieliśmy w półmroku na balkonie.

— Widzisz — odezwał się Henrik powoli — gdybym powiedział, kiedy się zaręczałaś, że tak to się ułoży, chyba byś mi nie uwierzyła? Czasami myślałem, że to się nie uda, „za bardzo się różnią”, ale taka byłaś szczęśliwa… Nie posłuchałabyś mnie, a ja pomyślałem, że może też wam się ułożyć. Sądziłem także, że niedobrze byłoby coś takiego powiedzieć... naprawdę byłoby to niedobre. W każdym razie byłaś szczęśliwa.

— Lepiej, gdybym nigdy nie była.

— Nie — powiedział Henrik. — Przykro byłoby powiedzieć sobie: szczęście to coś, czego nigdy nie było mi dane poczuć.

Podeszłam do niego.

— Biedny Henriku... — Pogładziłam go po policzku.