— Bądź jak Otto — powiedział Henrik z mocą. — To jest rada. Otto, tyle ci powiem, to człowiek, który rozumie, jak żyć. Ludzie nazywają „życiem”, gdy mężczyzna idzie w tango, żeby dać ujście energii, której nie może spożytkować w domu, przyzwoicie pracując. Otto potrafi pracować; pracuje, aż wióry lecą. Nawet pojęcia nie masz, jaki z niego jest przedsiębiorca. Bo widzisz, on chce robić interesy, a do czegokolwiek przykłada rękę, okazuje się sukcesem. Rzecz w tym, że Otto nigdy nie zainteresuje się czymś, co mogłoby się nie powieść. Ludzie to wyczuwają i zawsze mają do niego zaufanie. On nigdy nie marnuje sił. A ludzie zawsze czują, że jego udział oznacza uczciwy interes. W zasadzie to jestem w porównaniu z nim mizerotą, prawdziwym beztalenciem jako przedsiębiorca.

— No wiesz co! Gdyby tak było, myślisz, że tak powiodłoby ci się na przykład w Anglii?

— Och, tam miałem szczęście. Zresztą tutaj, zauważyłem, jest trudniej. W świecie łatwiej jest coś osiągnąć. Bo widzisz, tacy jak Otto, którzy zawsze idą przed siebie, zostawiają za sobą, co się skończyło i rozpoczynają następny rozdział życia, święcie przekonani, że będzie jeszcze lepszy. To oni mają rację, nie my, którzy siedzimy na skraju drogi, rozmyślając, co się stało i co mogłoby być inaczej, marząc, jakby to było dosięgnąć tego, o czym wiemy, że jest nieosiągalne.

— Tacy jak ty i ja — powiedziałam.

— Jak ty i ja.

— Henriku — powiedziałam. — Powinieneś powoli się ustatkować.

— Ach... A co przez to rozumiesz?

— Na przykład... mógłbyś się ożenić.

Henrik zaśmiał się powoli:

— Aha... I ty mi to polecasz!