— Nie możesz aż tak się smucić. Nie zasługuję na to, by ktoś mnie kochał...
— Możliwe — powiedział zmęczony. — Ale mnie to nie pomoże. Moja miłość oczywiście na nic się nie zda, skoro nie potrafiłem sprawić, abyś mnie pokochała. Skoro nawet nie zrozumiałaś... to na nic. Nie mam zatem prawa... Moja miłość jest bezużyteczna.
— Henriku — powiedziałam — wiem, że powinnam prosić cię o przebaczenie... bez końca prosić o przebaczenie!
— Tylko za co? Że ja cię kocham, a ty nie możesz się zmusić, by kochać mnie? Przecież nic na to nie możesz poradzić.
I odwrócił się ode mnie, żebym nie widziała, jak płacze. A potem poszedł za mną i w drzwiach mocno chwycił mnie za ręce.
-– Najlepiej będzie, jak pójdę — odezwałam się. — Jest mi siebie wstyd; nie zasłużyłam, żebyś powiedział mi chociaż słowo na pożegnanie... nie zasłużyłam, żebyś smucił się moim odejściem... i nie mogę nic zrobić, żeby ci pomóc... Pozwól mi odejść, Henriku!
— Tak — rzekł i mnie puścił. — Wiem, że odejdziesz... Nie mogę cię zatrzymać...
I dał mi odejść.
Nie, nie stałam się szczęśliwsza po naszym rozstaniu. Ale równie nieszczęśliwa byłabym, gdybym usiłowała stworzyć z nim wspólną przyszłość.
Bo to nieprawda, że przeszłością jest tylko to, co minęło. Przynajmniej w moim przypadku tak nie jest.