Kiedy myślę o całym naszym małżeństwie, w pewnym sensie oczywistością jest, że tak właśnie się ułożyło. Z drugiej strony wydaje się to tak bezsensowne... i głupie. Cały mój smutek zlewa się w złość i gorycz, których nie mogę zwrócić ku nikomu innemu niż ku sobie. W zasadzie nie mamy w tym świecie wielkiego wyboru. Gdybym wtedy, kiedy Otto i ja zaczęliśmy się od siebie oddalać, wiedziała to, co wiem teraz, po dziś dzień bylibyśmy szczęśliwi! Mimo to, jeślibym miała ponownie przeżyć ostatnich pięć-sześć lat, będąc osobą, jaką byłam wtedy — wiem, że stałoby się tak samo.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Ottona, był drugi września. Szłam Kirkegaten5 w pełnym słońcu, w mojej czarnej, jedwabnej sukni i birecie z frędzlem — wraz z kilkoma osobami z tego samego rocznika miałam świętować cztery lata od ukończenia szkoły. Spotkałam Henrika, który mi towarzyszył. Ulicą śpiesznie minął nas jakiś pan, przywitał się. Ognistorude włosy, mnóstwo piegów, dostojna postać — takie odniosłam wrażenie. Zapytałam kto to.

— Och, taki jeden Oulie — mówi Henrik. — Z biura Berga i Bachego. Ścier6 drzewny, wiesz.

— Piękny krok — powiedziałam i się odwróciłam. Pan stał na końcu ulicy i na nas spoglądał.

— Strasznie miły, przyjemny typ — rzekł Henrik.

— Masz pozdrowienia od Ouliego — powiedział po kilku dniach. — Wygląda na to, że wywarłaś na nim duże wrażenie.

Dwa dni później zostałam zaproszona na kawę i poncz na stancji7 u Henrika. Kiedy tam weszłam, pierwszą ujrzałam rudą grzywę Ottona. Byliśmy tam my dwoje i jeszcze jedna kobieta.

Miałam wtedy dwadzieścia dwa lata i nigdy wcześniej w nikim się nie kochałam. Dużo pracowałam, byłam bardzo pilna. Ludzie uważali mnie za sztywną; byłam cicha i wycofana. Naprawdę wynikało to z nieśmiałości.

Jeśli chodzi o Ottona, natychmiast poczułam, że go przewyższam. Od razu zauważyłam bowiem, że, jak powiedział Henrik, wywarłam na Ouliem duże wrażenie; od razu także pojęłam, że to on poprosił Henrika, by mnie go przedstawił. Gdy podziękowałam za jego przywitanie, oblał się pąsem.

— Chyba się panna o to nie gniewa? — pytał po wielokroć. — Bo dobrze wiedziałem, kim panna jest. Ludzie mówią, że jest panna szalenie zdolna, że dostała najwyższą notę z matury i z filozofii na studiach.