Wieczorem odprowadził mnie do domu. Kiedym się położyła, uświadomiłam sobie, że niesamowicie dokładnie pamiętam każdy szczegół wyglądu Ottona Ouliego. Wąska, koścista twarz, rude włosy, duże, jasnobrązowe oczy i mnóstwo ciemnych piegów; usta miał ładne, pięknie zarysowane, do tego okazałe zęby — dwa górne na przedzie nieco nachodziły na siebie. Pamiętam, jak wyraźnie przypominałam sobie jego wargi. Na jego postać zwróciłam uwagę natychmiast, gdy go ujrzałam. W rzeczywistości nigdy nie widziałam mężczyzny o tak pięknej sylwetce jak Otto — szczupłej, silnej i eleganckiej; zarówno w niej, jak i w sposobie, w jaki się poruszał, było coś tak wyszukanego, że myślało się na jego widok o ładnym, rasowym zwierzęciu, wspaniałym psie.

Wyglądał na młodszego, niż był, bo parę miesięcy później skończył dwadzieścia sześć lat. Jednak tamtego wieczoru u Henrika, przez jego gładko ogoloną twarz, po chłopięcemu podwinięty kołnierzyk i niebieską marynarkę, myślałam, że ma najwyżej dwadzieścia dwa-trzy lata.

Nazajutrz spotkałam go w drodze ze szkoły. Od tamtej pory widywaliśmy się codziennie. Najpierw jakby przypadkiem, później zaczęliśmy się umawiać. „Dlaczego nie miałabym spotykać się z przyjacielem?”, mówiłam sobie.

Któregoś popołudnia, kiedyśmy spacerowali, okropnie się rozpadało. Byliśmy właśnie na ulicy, przy której mieszkał.

— Może dałoby się tymczasem zaprosić pannę do mnie na górę? — zapytał z dość nieporadną miną. — Mam zresztą taki ładny pokój — powiedział, otwierając nam drzwi.

W rogu stało metalowe łóżko na wysokich nogach i blaszany stolik z miednicą. Pośrodku ściany, pod jakimś malowidłem, ustawiono pluszową sofę i stół oraz dwa fotele — jak w cukierni. W kącie wisiało lustro, przed nim stała roślina doniczkowa; w dodatku miał też pianino. Był wyjątkowo dumny ze swojego pokoju. Dłużej konferował w korytarzu ze swą gospodynią, która następnie przyniosła nam kawy i domowe wypieki. Miała na sobie fartuch obszyty koronką z Hardanger8 i wyglądała niezmiernie szacownie. Otto przedstawił mnie jako pannę absolwentkę Benneche.

Był strasznie uroczysty jako gospodarz. Nieco drżała mi ręka, gdym nalewała kawy. Ottonowi też, kiedy podawał mi ogień do papierosa. W lustrze ujrzałam, że policzki mam płomiennie czerwone, a włosy mocno pofalowane; to przez deszcz. Dobrze wyglądałam, a po Ottonie poznawałam, że też tak uważa.

Później skłoniłam go do śpiewu. Wiedziałam, że jest w Towarzystwie Śpiewaczym Handlowców.

— W zasadzie to nic nie umiem — rzekł, siadając przy pianinie.

Zaśpiewał „Ciekaw jestem, co ujrzę tam...”9. Miał piękny tenor i śpiewał nieco sentymentalnie.