Cały czas czułam w sobie delikatne drżenie, jakby z ekscytacji. Nabrałam chęci, by chodzić i dotykać rzeczy, które na co dzień go otaczały. Mimo że tak niewiele sobie powiedzieliśmy, czułam, że bardzośmy się do siebie zbliżyli.
Wkładając przed lustrem kapelusz, ukradłam z jego rośliny liść, który schowałam w rękawiczce. Otto umieścił go później w złotym medaliku dla mnie i zawsze świętowaliśmy ten dzień. Kiedy pomagał mi włożyć płaszcz, nagle zapragnęłam odchylić głowę i musnąć jego dłoń szyją. Wiedziałam, że teraz tylko ode mnie zależy, co się stanie. A potem poczułam gwałtowną, zachłanną radość, że wytrzymałam — tego dnia nie mogło wydarzyć się więcej.
Zostałam zaproszona na jego urodziny. Było tam wiele innych osób. Nie widziałam ich. Siedziałam na krześle polowym przy oknie; Otto przysunął do mnie taboret i na nim usiadł. Przesiedział tam cały wieczór — cały czas miałam przed sobą jego twarz. Nie mam pojęcia, o czym rozmawialiśmy, Otto też tego nie wiedział.
— Ależ, Oulie! — zawołał raz Henrik. — Wspaniały z ciebie gospodarz! Twoje zdrowie!
— Och, drogi mój... — powiedział Otto i podszedł do stołu.
Ja opadłam na krzesło, osłabiona jak po dłuższym napięciu — ani na chwilę nie przyszło mi do głowy, że też powinnam wznieść z nimi toast.
Chwilę później znowu siedział na taborecie. Miałam wrażenie, jakby powietrze między naszymi twarzami drgało niczym wokół płomienia.
Gdy wychodziliśmy, umówiliśmy się na sanki.
Otto chciał wciągać mnie na sankach na wszystkie górki. Siedziałam z poczuciem ciężkiego zatracenia, wpatrując się w jego ramiona. „Jaki on silny”, pomyślałam i nagle przeszedł mnie rozkoszny dreszcz. Ostatnie miesiące spędziłam w stanie nieprzerwanej, drażniącej ekscytacji. Jednak dopiero w tamtej chwili uświadomiłam sobie, jak mocno go kocham — co tak bardzo mnie przytłoczyło, że natychmiast ogarnęła mnie zupełna niemoc; czułam lęk, zawstydzenie, dumę i radość zarazem.
Tego wieczoru w sali kominkowej było mnóstwo ludzi, powietrze wisiało gęste od tytoniowego dymu i wyziewów z kuchni, rozmawiano ogłuszająco głośno; wszystko to jednak zdawało się być gdzieś daleko. Otto usiadł naprzeciwko mnie. Rozpiął sportową kurtkę; pod spodem miał niebieską flanelową koszulę z miękkim kołnierzykiem. Był zgrzany, nieco zdyszany. A ja, jakbym się wystraszyła, nie śmiałam spoglądać na skrawek jego klatki piersiowej poniżej gardła, ale nie mogłam powstrzymać ukradkowego zerknięcia — wtedy na mnie spojrzał... Żadne z nas nie spuściło wzroku ani nie wypowiedziało słowa.