Gdy godzić będę w mordercę rodzica,

Egista. Nic bo już ci nie osłonię.

Gdy czekasz gnuśnie, jakaż ci przyświeca

Jeszcze nadzieja? Toć stękać już tobie

Li tylko wolno, gdy mienie wziął zdzierca,

I więdnąć wolno w tej ciągłej żałobie

Bez łoża, ślubów, miłości i serca.

A że to przyjdzie, nie łudź się, szalona!

Toć Egistowi nie obce rachuby,

Że dziecię z mego lub twojego łona