A mnie tymczasem uchodzą nadzieje,

Sił już na życie nie starczy,

I bez rodziców w sieroctwie marnieję,

I bez męża bronnej tarczy.

Toż pogardzonej równa służebnej

W ojcowskim domu padam od mozołów

I w przetartej szacie zgrzebnej

Do pustych zbliżam się stołów.

CHÓR

Żałosnym był powrotny jęk,