Znów więc, jak widzę, bezkarnie się włóczysz,

Gdy Egist poszedł, który cię wstrzymywał,

Byś choć pod niebem nie lżyła rodziny;

Że go tu nie ma, za nic ty mnie ważysz,

Co więcej, gadasz przed całym wręcz światem,

Że ja i słowem, i czynem bezprawnym

Zaczepiam krzywdząc i ciebie, i twoich.

A krzywd ja nie chcę, lecz za twe złe mowy

Równymi tobie odpłacam się słowy.

Ojciec — to ciągle wszem wobec wywieszasz —