O zgonie tego, co z duszy mej zrodzon

Pierś mą porzucił i karmę, by uciec

Gdzieś na obczyznę, i już mnie nie ujrzał

Zbiegłszy z tej ziemi, a ojca morderstwo

Wciąż wyrzucając, straszliwe miótł groźby,

Tak, że sen słodki ni we dnie, ni w nocy

Mnie nie osłaniał, lecz czas jako sternik

Wiódł mnie statecznie ku śmierci objęciom.

A teraz, w dniu tym, pierzchnęły gdzieś strachy

Przed nim i przed nią; bo gorsza ta plaga