Nie skryjęć tego, skorom tak daleko

Zapadł już w trwogę; a komuż bym raczej

Wśród takiej burzy otworzył me wnętrze?

Ojcem był moim Polybos z Koryntu,

Matką Merope z Dorydy35. Zażyłem

Tam ja czci wielkiej, aż się przytrafiło

Coś, co urazy zapewne jest godnym,

Godnym nie było takiego porywu.

Bo wśród biesiady podniecony winem

Mąż w twarz mi rzucił, że jestem podrzutkiem.