Wystrzela w nieba, gdzie moi rodzice

Żywemu niegdyś znaczyli mogiłę,

Bym przez tych zginął, co zgubić mnie chcieli.

Tyle wiem jednak, że ani choroba,

Ni co innego mnie zmoże, ni zwali.

Śmierć ja przeżyłem, by w grozie paść wielkiej

Niech więc się moje spełnia przeznaczenie!

A z dzieci moich — o chłopców, Kreonie,

Nie troszcz się zbytnie: są oni mężami

I nie zabraknie im życia zasobów.