Gdy zbliżyła się do miejsca, gdzie siedział Said ben Ali, dostrzegła go i radośnie zawołała.
Spojrzał na nią i szybko wstał, gotów do ucieczki.
Lecz ona natychmiast do niego zagadała, szybko i odważnie, płynną angielszczyzną.
— Nie, proszę nie odchodzić, panie ben Ali — powiedziała. — Chciałabym, by opowiedział mi pan o Egipcie. Pojadę tam zimą z bratem i szwagierką. Mój brat jest rosłym, silnym mężczyzną, ale jego głos nagle zrobił się chrapliwy, oto powód naszej podróży do Egiptu. I gdy rodzina dowiedziała się, że w Nääs przebywa Egipcjanin, poprosili mnie w liście, bym zdobyła jak najwięcej informacji o pańskiej ojczyźnie. Jestem jedną ze szwedzkich kursantek, panie ben Ali, nazywam się Stina Brenner.
Said ben Ali, wciąż gotowy do ucieczki, ukłonił się szwedzkiej dziewczynie i wystudiowanym angielskim tonem, którego używał w sytuacjach wymagających od niego europejskiej postawy, powiedział:
— Jestem bardzo rad.
Choć wcale tak nie wyglądał.
— Dobrze, usiądę zatem obok — rzekła Stina Brenner, nie dostrzegając zakłopotania arabskiego kawalera.
Nastała cisza. Nagle dziewczyna wykrzyknęła pospiesznie, tak, jakby miało to przedstawić ją w lepszym świetle w oczach Saida ben Alego:
— Nie popłynęłam przywitać pana we Flodzie, panie ben Ali!