Znów minął tydzień, zanim Said ben Ali zjawił się w Hôtel du Nil, by spotkać dwie szwedzkie damy i zabrać je na przedstawienie w arabskim teatrze. Kiedy szli po El Muski, Stinie zdało się, że Said ben Ali jest zakłopotany ich towarzystwem — napotkawszy znajomych, którzy się z nim witali, odwracał wzrok. Stina postanowiła, że wszystko zobaczy i na wszystko zwróci uwagę, nie poddając się marzeniom. Potem sobie ułoży, co jest bardziej realne: zostać tu z nim czy wrócić do domu i rozstać się na zawsze. Wiedziała, że jeśli postanowi zamieszkać w Egipcie i zostać żoną Saida ben Alego, będzie musiała zdecydować o czymś jeszcze — mianowicie, że sama mu o tym powie, ponieważ zrozumiała, że on już nigdy więcej nie zada pytania. Czy to arabski zwyczaj czy też w jego mniemaniu angielski? Nie miała pojęcia, wiedziała tylko, że niebawem musi się zdecydować, ponieważ za osiem dni wyruszą do domu.
Tą samą zakłopotaną minę, jaką Said ben Ali miał w drodze do teatru, zobaczyła także przy wejściu. Agnes i Stina były jedynymi kobietami na widowni, po brzegi wypełnionej arabskimi i wschodnimi mężczyznami w fezach i turbanach. Ale tuż pod sufitem, za pozłacaną kratą siedziały kobiety, choć nie było ich widać. Stina uśmiechnęła się na myśl, że tam na górze siedzą żony egipskich mężczyzn wokół niej. „Ha, tam na górze nie uda mu się mnie posadzić”, pomyślała, zerkając ukradkiem na Saida ben Alego, i usiadła między nim a Agnes, w której oczach igrała ciekawość urwisa.
Said ben Ali trzymał w dłoni arabski program. Stina poprosiła, by powiedział im, jaki jest tytuł przedstawienia i co o nim wie.
— Nazywa się Niebezpieczeństwa miłości — odparł. — Dramat przetłumaczono z angielskiego. Parę dni temu posłałem tu mojego brata Mohammeda, żeby sprawdził, czy to dobra sztuka. Powiedział, że niespecjalna, ale gra głównych bohaterów jest wyśmienita. To najwybitniejsi aktorzy w Kairze.
Nie skończył, gdy kurtyna poszła w górę. W rzędzie na brzegu sceny stali arabscy panowie i panie w kostiumach, które miały przedstawiać włoskie stroje renesansowe. Panowie byli ubrani w krótkie pasiaste spodnie, białe pończochy i buty na czerwonym obcasie ze złotą klamerką, haftowane, obcisłe, aksamitne kamizelki i bereciki z długimi strusimi piórami. Były tam również cztery kobiety, a wśród nich jedna młoda, z widocznym zezem. Miała na sobie białą jedwabną suknię, przepasaną błękitną taśmą, na głowie złotą koronę, z której na plecy opadał długi tiulowy welon, a do tego królewskiego stroju dołączono fartuszek piastunki z kieszeniami; schowała w nich ręce, bo najwidoczniej nie wiedziała, co z nimi zrobić. Tę samą kryjówkę dla rąk znalazły pozostałe panie — dwie bezzębne, dojrzałe, dostojne damy, jedna na złoto, w koronie z tiulowym welonem, druga w czerwonym posrebrzanym stroju, też w koronie i chuście, a także staruszka przebrana za kobietę z ludu, w pstrej wełnianej sukience i białym czepcu. Wszystkie miały fartuszki z kieszonkami, w których przez cały wieczór, zakłopotane, trzymały dłonie.
Widok arabskich mężczyzn bez zwyczajowych długich szat, kaftanów czy burnusów96, za to w spodniach i kamizelkach i tych brzydkich, topornych, przesadnie umalowanych egipskich kobiet, ubranych w coś, co miało przedstawiać europejski strój dworski, był nieodparcie komiczny. Stina rzuciła Saidowi ben Alemu pospieszne spojrzenie; serce w niej zamarło, gdy dostrzegła, że jej towarzysz zdaje się być wielce zadowolony z aparycji i kostiumów aktorów i że uśmiechnął się zachwycony i zanucił, gdy tamci zaczęli grać. Bohater zaintonował pieśń, reszta do niego dołączyła.
Stina i Agnes słyszały wycie derwiszy97 w Kairze i śpiew fellachów na Nilu, więc odgłosy, które teraz wypełniły teatr, w żadnym razie nie były im obce. Nosowe dźwięki, tony, które wznosiły się i opadały, wymykały się i gwałtownie rozciągały w nieprawdopodobne koloratury — tony, które w europejskiemu uchu brzmiały nieodparcie groteskowo. Każdy chórzysta wysilał się tak, jakby miał być pobity na miejscu, a główny bohater cały się czerwienił od wydłużonych głosek. Wszystko to robiło wrażenie, jakby słuchało się nieskończenie rozciągniętego miauczenia rozzłoszczonych i ochrypłych kotów.
Kiedy kurtyna opadła, nastąpiła burza oklasków, nagradzająca ostatnie konwulsje śpiewaków. Said ben Ali klaskał z całą resztą.
Stina nie miała odwagi spojrzeć na Agnes, która cała się trzęsła od tłumionego śmiechu.
Odwróciła się do Saida ben Alego, który, zachwycony, właśnie skinął głową do młodego Araba, jednego z wielu młodych mężczyzn, którzy od ich wejścia na widownię szukali jego spojrzenia. Teraz Said ben Ali spojrzał promiennie na Stinę i zapytał: