— Czy to był pierwszy akt, panie ben Ali? Proszę nam opowiedzieć, o czym to było?

— Nie, pani Brenner, ta pieśń nie stanowi części przedstawienia, aktorzy improwizowali na cześć kedywa. Spektakl zaraz się rozpocznie.

Kurtyna znów poszła w górę. Scena przedstawiała salę balową — to maskarada, goście mieli na sobie białe i czarne półmaski. Wszedł główny bohater ze świtą i zbliżył się do ubranej na biało dziewczyny z koroną i ciągnącym się z tyłu welonem. Stała nieco z boku, nieśmiało spuściła głowę, dłonie trzymała w kieszonkach fartuszka. Za nią przycupnęła staruszka w wełnianej szacie, ona także z nieruchomymi rękami w kieszonkach. Uroczyście przysłuchiwała się, jak bohater recytuje długą tyradę, a zezująca dziewczyna, która teraz zdjęła maskę, odpowiedziała równie długim wierszykiem. Jej piskliwy falset98 miał przedstawiać szczyt europejskiej cnoty, co doprowadziło Agnes do ponownego wybuchu radosnego paroksyzmu. Donośne brawa, do których żwawo dołączył Said ben Ali, nagrodziły recytację i grę sławnej aktorki.

Zanim Stina i Agnes zdążyły wymienić spojrzenia, nastąpiła zmiana sceny. Przedstawiała teraz ulicę z murem w tle. Z przodu widniał dom z otwartym oknem, przy którym stała główna bohaterka i zezując w stronę księżyca, deklamowała cnotliwie piszczące strofy wielkiej wagi, jak można było przypuszczać po frenetycznych99 okrzykach publiczności. Pojawił się bohater, przeszedł przez mur, wyraźnie zakłopotany ociężałymi nogami. Gdy ujrzał dziewczynę w oknie, zamachał rękami w powietrzu, padł na kolano i zaczął recytować; do połowy deklamował, ale wewnętrzny patos się wznosił, aż pod koniec wyśpiewywał w oryginalny arabski sposób, z kolorem twarzy jak po siarczystym policzku.

— Pięknie to wykonał, pięknie — szepnął Said ben Ali zaraz po zakończeniu najbardziej wymagającego pasażu.

Przez publiczność przemknął szmer uznania i zaraz nastąpiła burza oklasków.

W Stinie obudziło się podejrzenie. Kiedy zezowata kochanka wypiszczała odpowiedź, panna Brenner szepnęła do Saida ben Alego:

— Czy ona nie powiedziała: „Nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy; i miłość twoja po takiej przysiędze mogłaby również zmienną się okazać”100?

— Tak, dokładnie tak. Ależ pani rozumie po arabsku, panno Brenner. Kiedy się pani nauczyła?

— Znam tę sztukę — odparła ponuro. — To Romeo i Julia101 Shakespeare’a102. Nie wiedział pan?