Teraz wnieśli bardzo słodki deser z pistacji i migdałów; czuć było w nich cukier, skrobię i tłuszcz. Szwedki, w pełni zadowolone z możliwości doświadczenia egipskiej sztuki kulinarnej, miały nadzieję, że kolacja powoli się kończy.

Nic bardziej mylnego. Po słodkim daniu — konsystencją przypominającym z jednej strony kaszę, z drugiej ciasto — wniesiono pokrojoną czosnkową kiełbasę w ostrym sosie; i tak dalej, jedno mięsne i warzywne danie po drugim, aż wreszcie znów lepkie słodycze, po których zaserwowano mocną kawę po arabsku.

Wtedy Agnes i Stina zrozumiały, że kolację mają za sobą. Chwilę potem, gdy służący jeszcze wynosili tacę i półmiski, do pokoju wszedł Mohammed ben Ali. Miał poważną minę, wyglądał na wielce nieszczęśliwego, gdy przyłożył dłoń do czoła, potem do piersi, skłonił się obu damom, po czym stanął obok brata.

— Proszę przekazać bratu, panie ben Ali, że bardzo nam przykro, iż przegoniłyśmy go z jego domu — rzekła uprzejmie Agnes.

Said ben Ali przetłumaczył na arabski, na co Mohammed odpowiedział z poważną godnością.

— Mówi, że jest wdzięczny za troskę o jego wygodę — przetłumaczył Said.

Po tym, jak ten arabski młodzieniec, który pod żadnym pozorem nie chciał okazać Europejkom najmniejszej uprzejmości, wszedł do pokoju, atmosfera stała się jeszcze bardziej dokuczliwa i napięta. Said ben Ali zmarszczył brwi i rzucił bratu kilka arabskich słów; musiały być dość ostre, ponieważ policzki Mohammeda zarumieniły się, ale nie odpowiedział — stał tak samo milczący i niedostępny jak wcześniej.

Atmosfera stawała się coraz bardziej nieznośna. W końcu Said ben Ali oznajmił:

— Posłałem po kobiety i Yussufa, zaraz przyjdą.

— Czy pańska matka będzie w chuście? — zainteresowała się Stina.