*

10 I

Gdy wydaje się komuś niesłuszne lub przynajmniej dowolne twierdzenie, że katolicyzm jest najbardziej bezpośrednią i głęboką formą, w jakiej żyje obecnie w naszej kulturze świat klasyczny, kultura grecko-rzymska, niech zważy, że rysem wyróżniającym myśl katolicką od innych postaci myśli jest to, że najkonsekwentniej uznaje ona życie nasze, życie konstruktywne ludzkości, kościoła za organ prawdy. By dojść do jakiejkolwiek bądź łączności z bytem, jednostka musi wżyć się w ludzkość jako konstrukcję, jako formę, mającą w sobie więcej niż cokolwiek bądź innego w świecie z archetypu, formy bezwzględnej. Spencer338, buddyzm Lafcadia Hearna339 etc., etc., wszystko to są usiłowania znalezienia prawdy w drodze niezależnej od udziału w konstruktywnym życiu ludzkości. Dlatego też pozornie tylko istnieje rzeczywistość w tych systematach, rdzenny nihilizm założeń musi przemóc. Stosując Blake’owski patos do rozważań kościoła — można by twierdzić, że odłączamy się od katolicyzmu w momencie, gdy zaczynamy szacować dodatnio lub przynajmniej względnie bardziej dodatnio obojętność wobec jakiegoś elementu wszech konstrukcji dziejowej niż samą tę działalność. Dlatego raz jeszcze miałem słuszność w dyspucie z Irzykowskim , raz jeszcze mam słuszność, że zwrot od katolicyzmu do jakiejkolwiek bądź ze znanych mi form myśli i czucia jest upadkiem: zarówno buddyzm, jak spinozyzm, heglizm czy comtyzm. Lista perpetua340. To jest bezwzględne, ale prócz katolicyzmu: kultury jest katolicyzm: droga do świata nadprzyrodzonego. I ta jest dla mnie zamknięta.


Nasi zwolennicy wschodu, wielbiciele buddyzmu etc., ulegają charakterystycznemu nieporozumieniu: uważają oni za zasadniczy moment zachodniej kultury, myśli, zachodniego patosu, zainteresowanie w świecie jako przedmiocie użycia (uważając empiryczne poznanie za pewną jego postać) — temu zainteresowaniu przeciwstawiają wschodnią obojętność — jako swobodę, szerz341 duszy —; od czasu Kanta, co najmniej, ale właściwie od czasów Grecji, Rzymu — rysem zachodnim jest zainteresowanie bezwzględne w świecie jako przedmiocie naszego czynu, jako stworzonym przez nas dziele. Nie to bezwzględnie jest potrzebne, byśmy żyli w takim lub innym gotowym świecie, lecz byśmy tworzyli świat, tworzyli jak największy zakres rzeczywistości uczłowieczonej. Wskutek pomieszania tych dwóch różnych punktów widzenia — zachód tak mało jest zrozumiany, swojski u nas. Ale herbaczewszczyzna342 jest nieprzenikalna dla tej myśli. Swoboda jako niesprawiająca cierpień anemia duszy, cherlactwo woli, żebractwo myśli, skrofuły jako religia. Herbaczewski jest karykaturą, ale karykaturą typową.


Blondel343 w pierwszej części swego dzieła ustalił niewątpliwie kilka prawd fundamentalnych. Nie sądzę, aby wyraz immanentyzm344 oddawał dobrze charakter najogólniejszy i zasadniczy jego myślowego wysiłku. Ważną prawdą z liczby tych, o których dzisiaj myślę, jest jego potencjalna krytyka Schopenhauera345 — dyletantów à la Pater i ówczesny — tj. z czasu, gdy Blondel pisał L’action346Barrès. Blondel i Barrès prawdopodobnie musieli byś jednocześnie młodymi ludźmi i w stylu Blondela znać myśli i wątpliwości, ciężkie dylematy i rozdwojenia dialektyki wrastającej w uczuciowość — stan duszy pokolenia, dla którego Kant (przeżyty jak przez Kleista347), Renan, Taine, ogólne wyniki biologicznego zacietrzewienia były chlebem dla duszy.

Juliusz Laforgue pozostanie niewątpliwie najwybitniejszym wyrazem młodej myśli i młodej duszy, wzrastającej w takich warunkach. To nawet jest jego patetyczne znaczenie dla nas i jeszcze na długo. Blondel walczył niewątpliwie w dobrej sprawie, ale walczył głęboko i skuteczną bronią sumiennej przebudowy myśli, więc na powierzchnię jego praca nie przedostawała się niemal całkowicie. Ale to pewne, że dyletantyzm, o ile w ogóle zachowuje on sumienie myślowe, został tu raz na zawsze rozbity i uniemożliwiony. Prawda, której ostrze jest skuteczne w tym kierunku, polega na tym, że nic, co może być kiedykolwiek dla kogokolwiek bądź treścią świadomości, nie może być wolne od etycznych zobowiązań dla tej jednostki. Nie ma świata etycznie nieobowiązującego, lecz przeciwnie — uniewinniającego, gdyż każda zawartość świadomości jest zawsze 1) wynikiem ogólnego życia ludzkości kulturalnej, 2) wynikiem naszego stosunku do tej ludzkości. Heglizm może być uważany jako propedeutyka, jako inicjacja w stosunku do drugiego punktu, wyzwala on nas od iluzji, związanych z nieprzygotowaniem osobistym, chorób i mirażów niedojrzałości i dojrzewania. W każdym razie dopóki świat nie wydaje ci się rozumnym, jest to twoja wina. Ale heglizm utożsamiał nazbyt łatwo punkt drugi z pierwszym, a są one różne i niekoniecznie wynika stąd, że uznajemy niedojrzałość i niesłuszność naszej subiektywnej krytyki wszech procesu — dobroć bezwzględna tego wszechprocesu. Byronizm jest stanowiskiem doskonale scharakteryzowanym w Meredithowskim epigramie o Manfredzie348, ale argumenty przeciwko Byronowi nie są argumentami na rzecz zrównania historii i bezwzględnego rozumu. Naturalnie książka Blondela będzie i nadal u nas nieznana; wszech-Feldman, wszech-Zofia Nałkowska, wszech-Lemański i wszech-Irzykowski będą w dalszym ciągu świadomie i bezwiednie bronili stanowiska absolutnej równowartościowości frazesu i bezwzględnego równouprawnienia języków. I to jest odmiana katolicyzmu niewątpliwie, ale raczej z jego fazy dowodzącej pięknej konsekwencji katastrof (Norwid).