Jak zimnie i płytko intelektualną wydaje się nam cała „mitologizująca” twórczość Shelleya w zestawieniu z Blake’em. Mamy tu właściwie zawsze do czynienia tylko ze wzruszeniami, wrażeniami zmysłowej przyrody, które stają się potęgami intelektualnego świata, dzięki zasadniczym właściwościom tej transpozycji — berkeleizmu i platonizmu, która stanowiła filozoficzny światopogląd Shelleya. Prometeusz421 musi rozczarować każdego, kto podda czar analizie. Czar tego poematu nie jest zdrowy: nie jest to męska radość myśli. W gruncie rzeczy Shelley, który bronił bukolików422 i idyllików423 z czasu upadku — nie całkiem był bezinteresowny. Jest to po części i jego własna sprawa. Nie sądzę, aby można było mówić z zupełną ścisłością o poezji przestrzeni. Nie wiemy, w jaki sposób została ona tu wytworzona. Gdyż psychika jest tu bierna. Charakterystyczną już jest zaczarowana wędrówka Azji424 i jej siostry do jaskini Demogorgonu425. Ale to jeden tylko rys. Trudno zdać sobie sprawę z praw tego świata. Naturalnie nie idzie o żadne poznawcze zgodne „z rzeczywistością” prawa, tylko o to, że nie jestem pewny, czy świat ten jest jednolity, czy nie powstał on przez nie całkiem organiczne sumowanie właściwości, z których każda oddaje tylko pewną stronę natury Shelleya, jego wymagań i interesów. W Prometeuszu w każdym razie grunt nie jest pewny pod nogami.
Naturalnie trzeba być przygotowanym, że będzie to uważane za nowy dowód moich reakcyjnych instynktów, jeżeli moje Shelleyowskie studia nie doprowadzą mnie do bardziej pocieszających wyników.
Można twierdzić wszystko, co się podoba, o Prometeuszu Shelleya, za wyjątkiem tego, że jest to dramat. Nie tylko w znaczeniu bardziej formalnym, ale wprost, istnieje tu jakby anty-dramatyczny, dominujący ton. Proszę rozważyć np. to, co się dzieje z Azją i Panteą426 — coś w nich się dzieje, nachodzi na nie: tak samo jak i na cały świat. Dlaczego w tym właśnie momencie? Dlaczego w ogóle? Trudno o słabsze upozorowanie nawet związku, budowy. Niewątpliwie utwór powinien być rozważany porównawczo: z Pastor fido, z Marinim427 itp. Warto pamiętać, że zmysłowość, lubieżność w odczuciu amorka (?) seicentystów428, nie jest znowu tak obca Fourierowskiemu prądowi i typowi rewolucyjnej myśli. Powinowactwa z furieryzmem są u Shelleya nieustanne. To naturalnie nie będzie się wydawało bluźnierstwem: przeciwnie. Dla mnie to ponowne odczytanie Prometeusza było wielkim rozczarowaniem, na które me byłem przygotowany. Myślowo jest to utwór całkowicie bezpłodny, nie wychodzimy poza ogólniki; ani jednej głębszej intuicji. Pozostaje Shelleyowska przyroda, odurzająca i fałszywa. Jak strasznie niżej stoi Prometeusz w zestawieniu z Nie-Boską429, Kordianem430 — nie mówię o III części Dziadów431. Ale przecież nawet z Kainem432 nie można go porównywać. Co zaś już mówić o Ajschylosie433. Chora to poezja, chora myśl, słaba dusza. Oczywistością jest, że świat S. T. Coleridgea, poetycki świat zrealizowany w nielicznych utworach, jest zjawiskiem zgoła innej potęgi. Cecchi434 jest blagierem. Powtarza on, a nawet wymyśla, ograne, stęchłe zestawienia, które dezorientują.
Nie należy mieć litości — trzeba być brutalnym w prawdomówności.
Czytałem także wczoraj po raz drugi Sułkowskiego Żeromskiego435 . Nimem wziął tę książkę do ręki, przerzucałem dwa Zrębowiczowskie wybory pism Norwida. Naturalnie dzięki temu Sułkowski wypadł jeszcze fatalniej, chociaż nie sądzę, aby można było skrzywdzić tę rzecz najostrzejszym sądem. Czy jest możliwe, aby Żeromski łudził się? Co znaczy ta opętana „Muzyka” w pewnych momentach? Czy istotnie przypuszcza on, że „to” ma być nową formą, w ogóle formą?
Pomimo wszystko, co mam do zarzucenia Micińskiemu436, jest wprost coś żałosnego, że w tym samym czasie obok takiej Teofano437 może ukazywać się Sułkowski.
— Ani jednej żywej postaci, marionetki poruszane niezręcznie i niemające własnej historii.
Ani widzenia dusz, ani tragicznej myśli o epoce. Tego samego rzędu rzecz jak owe bajki Sieroszewskiego, w których kretyniczne zwierzęta leśne i domowe z pewnością opłacają składki na PPS.
W porównaniu z Różą438, nawet z Dumą439, upadek. Ani jednej stronicy, do której chciałoby się wrócić. Nic, zupełnie nic.