Więc po co?

Trzęsąc się z zimna, byłem już sam na własnej mogile. Myśl tylko unosiła się tu z wiatrem ponad kamiennym pustkowiem.

Z sobą nie weźmiesz nic — wszystko zostawisz: czego chcesz?

Rzecz dziwna — teraz nie bałem się śmierci: była mi tak bliska i powszednia jak wiatr, kamienie i czarna woda kanałów. Jak latarnie w wodzie, przeglądała się w niej myśl moja chwiejna i migotliwa jak te świetlane majaki.

Nie zabierzesz z sobą nic? Chcesz wrócić do pól słonecznych?

Stary ojciec przytuli cię do poczciwych piersi, nie będzie cię już budził żal, kłujący w serce.

Nie istniało dla mnie to wszystko.

I on, i ty śpicie w zmarzłej ziemi, nie ma was: czy nie wszystko jedno?

Czegóż chcesz?

Czy ci nie wszystko jedno?