Dziecko poważnie popatrzyło na niego i powiedziało:
— Boję się.
Gdyśmy zbliżali się ku niemu, z gardła dziewczynki wydarł się straszny, chrapliwy krzyk rozpaczy, twarz stała się purpurowa.
— Klarciu, Klarciu — uspokajał lekarz — patrz, przecież to jestem ja, twój przyjaciel.
— Toś ty wypędził Elżbietę — powiedziało dziecko, przypominając sobie coś z zachwytem. — Ona zrobiła się taka mała, taka szara jak mysz, kiedyś ty krzyknął.
— Tak — rzekł lekarz — a jego — tu wskazał na Aldego — boi się ona jeszcze więcej.
Aldy stał nieruchomy i płakał.
— Czego on płacze? — pytała mała. — Jeżeli się on nie boi ani Elżbiety, ani Lina, dlaczego on płacze, on jest przecież duży.
Otaczały nas inne dzieci.
— A mnie — mówiła jedenastoletnia dziewczynka — mówił ojciec Lino, że ja mam ładne włosy i piękne oczy, ale że ja nie powinnam być z tego dumna.