— Ojciec Filip był zabawniejszy — mówiła duża, pulchna blondynka — on śpiewał tak: viens poupoule, viens poupoule361, i uczył tańczyć. Ach, jakie to było zabawne. Kupił wtedy słodkiego wina i sam tak podkasał swój długi, czarny surdut — pokazała na sobie — i tańczył tak — i mała zaczęła tańcować całkiem poprawnie kankana362.

— Daj pokój — rzekł lekarz.

— Ojciec Filip był wesoły.

Na uboczu trzymała się czternastoletnia dziewczyna w czarnej sukience, o chudej twarzy. I zobaczywszy doktora, krzyknęła:

— Ja nie pozwolę się badać! Wypuśćcie mnie stąd, wypuśćcie mnie stąd! Co wyście zrobili z siostrą Elżbietą, z ojcem Filipem? Wypuśćcie mnie, ja tu nie chcę być. Wy jesteście wszyscy francmasoni363, niedowiarki. Ojciec Filip mi mówił. Wypuśćcie mnie, nie pozwolę się badać.

— Ma silną histerię — rzekł doktor, gdyśmy wyszli — i to samo, co inne. Krzyczy, gdy się ją bada, gdy się ją o co pyta. Woła, że ojciec Filip opowiedział już wszystko słodkiemu sercu Jezusa i że to jest tajemnica.

Gdyśmy wyszli na ulicę. Katia miała wypieki na twarzy:

— Co zrobimy teraz? To przecież nie może tak przejść. Musimy coś zrobić.

— Nie ulega wątpliwości — rzekł Aldy.

Miasto wrzało.