Ale broń — to władza.
Thiers chciał Paryżowi ukraść nawet jego własne armaty377.
Widziałem, jak paryski lud robotniczy ściskał je, te swoje działa, jak żywe istoty, jak przyjaciół, kobiety rzucały im pod koła kwiaty w dniu, kiedy rodziła się święta Komuna.
Katia stała na jednej z armat i wołała:
— Kobiety Paryża, ani jednego pocałunku, ani jednego uścisku niewolnikom i tchórzom. Nie mogą być niewolnicy ojcami naszych dzieci, bo my nie chcemy rumienić się za nich. Wolnych ludzi rodzić chcemy, wolnych, nie żyjących ludzką krzywdą. Żony robotników, córki robotników, rodzić chcemy dzieci dla przyszłości, w której praca będzie swobodna!
Kobiety klaskały i wołały:
— Niech żyje! — niosły ją na ramionach, a ona wołała:
— Do broni! Do broni!
I taką widziałem ją przez cały czas.
Gdzie chwiał się jaki oddział sfederowanych378, ona chwytała chorągiew i wołała: