Z jakim upragnieniem czekałem teraz nocy i jej ciszy.

Złorzeczyłem wieczorem każdemu dźwiękowi, każdemu hałasowi miejskiemu, który świadczył o trwaniu życia. Przechodzień, który mijał mnie, był moim wrogiem.

Przechodziły koło mnie wrzaskliwe, pijane bandy majtków, ocierały się postacie tułaczów portowych. Tych towarzystwo było mi najlżejsze do zniesienia. Kryli się w cieniu tak jak ja.

Miałem w tym świecie pewne znajomości.

Zrazu próbowano mnie okraść.

Wkrótce jednak przekonano się, że to niemożliwe. Podzieliłem się nawet resztkami miedzi395 z którymś z obdartusów. Po paru dniach przestano na mnie zwracać uwagę. Przekonano się, że nie występuję w roli współzawodnika na żadnym żerowisku.

W tym świecie nie żądano nic od człowieka.

Nie wymagano od niego żadnych cnót.

Wyrzucone na śmietnik łachmany nie kłócą się o swoje barwy.

Naokoło mnie żył ten świat odpadków ludzkich, widziałem, jak narasta on i powstaje całkiem automatycznie.