— Nie, Polak.
— Gdzieście się bili? — pytał jeszcze, wymieniając kilka ulic.
Odpowiedziałem.
— Nie byłem tam — rzekł. — Byłem przy ulicy Walentyna, barykada tam była: biliśmy się trzy dni. Dowodził nami jakiś młody Rosjanin, parę słów tylko umiał po francusku.
— Le prince Calmuc — powiedziałem.
— C’est ca! Le prince Calmuc!....414 Potem mnie ranili. Opatrzyła mnie także rosyjska dama. Ona chodziła po wszystkich barykadach. Byli ranni — opatrzyła; nie było — brała karabin. Piękna była.
— Katia! — krzyknąłem.
— Tak, tak — rzekł mężczyzna. — Tak właśnie. Znaliście ją, towarzyszu, co z nią?
— Zginęła — powiedziałem — w przedostatni dzień.
— Nasza Katia nie żyje... — rzekł mężczyzna do kobiety, która krzątała się przy kominku.