Były noce, kiedy myślałem, że wstanę, wbiję w piersi Paola sztylet i wezmę, wezmę za włosy tę piękną, śmiejącą się żmiję.

Nigdy, nigdy nie nienawidziłem tak gorąco siebie.

Zachorowałem.

Leżałem w gorączce. Leczył mnie i odwiedzał stary Ast.

Zaprzyjaźnił się on ze mną i ja go pokochałem.

Jemu można było powiedzieć wszystko. Opowiadałem mu o Lii, o zazdrości. On się niczemu nie dziwił. Nie potępiał nigdy nikogo i niczego. Nie widziałem człowieka, który byłby tak jak on mądrze dobry.

Którejś nocy wpadła do mnie Lia.

— On mnie zabije!... — wołała.

Istotnie wbiegł za nią Paolo.

— Suka!