— Idziesz — gdzie?
— Nie.
— Więc...
Uśmiechnęła się:
— Ty wolny i ja wolna.
Tegoż dnia przyszedł do mnie Paolo.
Siadł i chwilę milczał. Później rzekł:
— Przychodzę ci powiedzieć: ja i Lia kochamy się.
Zostałem sam.
Gorzej niż sam, bo powietrze pełne było Lii, bo słyszałem za ścianą jej śmiech i pocałunki.