— To już zanadto! — wołał jakiś oficer. — On ją hańbi po śmierci. Zestawia ją z prostytutkami...
— Zabić go, zabić go! Śmierć mu!
Ktoś uderzył Asta laską z tyłu, tak że upadł on. To go zgubiło. Tłum pokrył jego ciało i porwał. Rzuciłem się na pomoc i zostałem obalony, straciłem przytomność. Ocucono mnie w jakieś pół godziny w kapliczce pogrzebowej.
— Nazwisko pańskie? — pytał mnie jakiś urzędnik policyjny.
— Michał Kaniowski — odpowiedziałem.
Ktoś o pięknej, poważnej twarzy zbliżył się do mnie.
— Syn Oktawiana? — rzekł po polsku.
— Tak.
— Jestem Alojzy Kaniowski, stryj twój. Ja zajmę się tym panem — rzekł do komisarza.
— A Ast? — zapytałem.