Jolantę chowano w dwa dni potem. Za trumną szedł tłum, wygrażając i krzycząc:
— Śmierć zabójcom, śmierć staremu kretowi, śmierć niedowiarkom, śmierć pomocnikom szatana!
Ast postanowił nad trumną mówić. Nadaremnie zapewniałem go, że nie pozwolą mu powiedzieć ani słowa lub stanie się jeszcze coś gorszego, on uśmiechał się tylko i mówił, że umie się obchodzić ze zwierzętami.
Gdy po dwóch przemówieniach jakichś dygnitarzy kościelnych Ast wdrapał się na jakieś podniesienie i głosem przerywanym przez łzy mówić zaczął:
— Kochałem to piękne i szlachetne dziecko, które zginęło wskutek wyziewów jadowitych, jakie panują w naszym społeczeństwie, tak jak giną górnicy w kopalniach... — tłum grozić mu zaczął.
— Precz z mordercą!
Ktoś o poważnej twarzy i sukni duchownej nakazał spokój tłumowi, mówiąc:
— To przyjaciel księżniczki.
— Judaszowa przyjaźń! — wołał tłum. — On wychował żmiję, która ją zabiła.
— Ją zabił nie Paolo — rzekł Ast. — Zabiła ją krzywda, która zatruła serce Paola; ona i Paolo, i ta inna biedna dziewczyna, której ciało znaleziono w porcie, to wszystko ofiary jednej i tej samej zbrodni. A tą zbrodnią oddychamy my wszyscy, my wszyscy popełniamy ją nieustannie. My zabiliśmy Paola, Amelię i Jolantę.