— Paolo! — krzyknąłem.
I tak też było.
W kilka minut potem dom był pełen agentów policyjnych.
Trup Sabatiera patrzył osłupiałymi oczyma, kiedy konfiskowano mu egzemplarz dzieła Proudhona.
Byliby aresztowali i Asta, gdyby nie to, że wezwano go do pałacu do konającej księżniczki.
Paolo na pół godziny przed zamachem rzucił do skrzynki pocztowej list pod adresem Jolanty.
„Chciałbym sztylet wbić w serce całego miasta. Ty jesteś najpiękniejsza.
I gdyby miasto to miało duszę, płakałoby i wyło z bólu, gdy ty umrzesz. Nie żałuję ciebie, bo śmierć nie jest nieszczęściem. Umrzesz piękna, czysta jeszcze, nie zaznawszy żadnej goryczy, bo nie dotknęło cię jeszcze żadne zło prawdziwe. Nie chciałbym, abyś cierpiała, cierpienie jest niepotrzebne. Nie ciebie zabijam w tobie, ale wielką krzywdę świata. Dziewczyna, którą zabito dziś w porcie i zgwałcono jeszcze po śmierci — nie mniej piękną od ciebie miała duszę. Wczoraj chciała ci ona rzucić kwiaty od swojego Paola. Dzisiaj ja ci niosę śmierć od swojej Amelki. I może to jest lepszy podarunek”.
Jolanta umarła wieczorem.
Ast wrócił zgarbiony, twarz jego przybrała jakąś popielatoziemistą barwę.