Raz w nocy Adaś zapytał:
— Słuchaj, co byś uczynił, gdybyś wziął do niewoli córkę wroga, jakiegoś wielkiego zbrodniarza?
Zapiekło mnie to; takie myśli przychodziły już mi nieraz.
Tych wakacyj odprowadzałem Adasia do Krasnego.
Zmienialiśmy tam konie i popasali.
Potem Adaś miał jechać dalej, ja zaś, popasłszy konie, wracać do domu.
Podczas obiadu wypiliśmy butelkę starego miodu, włożoną nam do koszałki56 przez Tychona.
Adaś po obiedzie kazał podać kawę i koniak. Wniosła nam to wszystko na tacy młoda dziewczyna o smagłej twarzy i czarnych oczach. Oczy jej nie patrzyły na nas, ale kąciki ust lekko drżały jakby w powstrzymywanym uśmiechu. Ubrana była w biały kaftanik. Gdy stawiała tacę na stół, ręka jej i pierś otarły się niemal o twarz Adasia. Na twarz jego wystąpiły płomienie.
Gdy dziewczyna wyszła, Adaś zwrócił się do mnie:
— Ty wiesz — rzekł — jestem pewien, że ona jest taka.