Tu ja nie wrócę i nigdy już nie będziemy jak dotąd razem: ale zobaczymy się.

A teraz idę już, konie czekają za bram.

O tym nie wie nikt — tylko stary Tychon.

Stary Tychon, który marzy: chodzić będzie jeszcze nasz Michałek, w złotej, kowanej koronie.

Teraz patrzy na mnie i ociera łzy.

Dziś pchał mi gwałtownie w ręce woreczek pieniędzy.

Stryj Oktawian dał mi ich aż nazbyt dużo.

Chciałabym teraz pomyśleć o czymś wesołym, ale nie mogę.

Płynie do mnie z tamtego pokoju cichy płacz.

Zamykają się już z łoskotem dębowe, ciężkie drzwi.