Stryj wyszedł, zepsuwszy nasz wieczór, a po powrocie musiał narobić kłamstw i oszczerstw, gdyż w parę dni później przyjechała pani Emilia.
Była to straszna scena.
Ciotka trzęsła się i mdlała.
Po jakiejś godzinie jednak uspokoiła się i można z nią było mówić.
Były dwa punkty, o które szczególniej chodziło. Były nimi nasze pożycie bez ślubu i nasza „wiara”.
Nie udało nam się jej przekonać, lecz nauczyła się nas rozumieć.
— I cóż zamierzasz robić? — zapytała córki.
Gdy dowiedziała się, że Ola prawdopodobnie pojedzie z Wierą, by pracować w Tule w fabryce, zagryzła wargi.
— I po co to? — rzekła.
— By nie kraść — powiedziała Ola krótko.