— Prosiłem o rozmowę z Olą — rzekł stryj.
— My nie mamy wobec siebie tajemnic — odpowiedziała Ola.
— Raczysz zważyć, że ja mieć je mogę.
— W takim razie — powiedziała Ola — wyrzec się muszę ich poznania.
— Dobrze, dobrze — rzekł stryj — choćbyś miała się dowiedzieć o tym, że idzie tu o umierającą matkę.
Było to kłamstwo. Dwa dni temu mieliśmy list z domu. Zatrząsłem się z gniewu, Ola zbladła.
— Kochany stryjaszku — powiedziałem — ma szczęście stryj być bratem mojego ojca, starym człowiekiem, więc nie nazwę po imieniu tego, co stryj zrobił w tej chwili.
— Mało mnie to obchodzi — powiedział stary pan z nienawiścią w głosie. — Sądy człowieka, który pod dachem własnego ojca uwodzi biedną krewną.
Tego było nadto.
— Cicho — powiedziałem — ani jednego słowa więcej, bo nie ręczę za siebie.