— Nie wiedzieliśmy, gdzie jej szukać, aby uprzedzić.

Trzeba było też samym schronić się gdzieś. Iść do hotelu byłoby szaleństwem.

Ola jednak znała okolicę.

— Trzeba iść do Marty, praczki — powiedziała.

Okazało się to dość daleko.

Przeszła godzina, nim doszliśmy do suteryn454, pełnych pary.

Zobaczywszy Olę, praczka ucieszyła się i wołała:

— Jak żyjesz, Andrejewna? — zapytała.

Ola opowiedziała, co się stało.

Marta zasępiła się: