Kartki wsadziłem do ust: przeraźliwie trudno było połknąć.
— Wyrwać z ust! — krzyknął oficer, zapomniawszy o światowości. — Wyrwać! Łap go i bij w kark.
Skoczyłem pod ścianę.
— Zabiję — syknąłem przez zęby, chwytając krzesło.
Siła, z jaką dźwignąłem je, zastanowiła żandarmów.
Szli oni jednak ku mnie...
— Wasze błagorodje464, strzelać? — zapytał jeden.
— Ani-ni — żywcem!! — krzyknął oficer. — Za gardło!
Krzesło ugodziło w pierś pierwszego żandarma. Padł on na ziemię.
W tej chwili połknąłem kartkę.