— Ach tak, po ten pakiecik — rzekł oficer. — Niech pan łaskawy chwilę spocznie. Może cygarka, papierosika? Fiedor! — krzyknął.

Obok znanego mi już żandarma wyrósł drugi i stanął u drzwi.

Tym razem był to mat463.

Grzeczny oficer gdzieś znikł, poszeptał z kimś, słyszałem wyrazy: „natychmiast, powiesz: pakiet”.

Po chwili wrócił i zwrócił się do mnie z przykładnym światowym zakłopotaniem:

— Ja pana łaskawego przepraszam, ale pan wybaczy, taki zwyczaj — rewizyjka.

W tej chwili dwóch żandarmów położyło mi łapy na piersiach.

Z kieszeni moich wyciągnięto wszystko.

— Rewolwerek! — cieszył się żandarm — o, pularesik, skrwawiona chusteczka, o, korespondencyjka. O, szyfreczkiem pisana. Znany szyfreczek. „Ej, Kuzimicz”, a i to znany: „Stary czorcie, głupi niedołęgo”, o, pieniążki, policzymy.

W tej samej chwili dwie kartki pisane szyfrem znalazły się w moim ręku. Żandarmi, pchnięci łokciami w brzuch, potoczyli się.