Roześmiałem się.

— To już niech pan zostawi rotmistrzowi: ducha praw on zna od pana znacznie lepiej. Duch praw rosyjskich to jest właśnie to: wszystko jest wskazane, dopuszczalne przeciwko nam.

— Pan się myli — rzekł urzędniczek.

— Nie, to pan się myli — i jeżeli tak jest, to mi pana szkoda. Pan się łudzi, że pan tu spełnia jakąś funkcję kulturalną. Pan ochrania tylko gwałt, pomaga zabijać pan powoli, nikczemnie ludzi za to, że się w nich obudziło sumienie.

— Sumienie nakazuje szanować prawo i władzę ustanowioną przez Boga — rzekł sentencjonalnie rotmistrz.

Trudno uwierzyć, jak stają się oni głupi, gdy wejdą na drogę rozumowań.

Nie mówiłem z nikim zbyt długo. Uniosłem się. Mówiłem, że każdy dzień istnienia rządu i podtrzymywania przezeń ustroju jest zbrodnią.

— Pan pragnie tylko karierę zrobić, tylko rodzinę mieć, dzieci wychowywać, i to wszystko z łez i krwi. Ilu ludzi jeszcze zamęczyć pan pomoże, nim dojdzie pan do tej kariery? — mówiłem do prokuratora.

— Zamilczeć! — krzyknął rotmistrz.

Zbladłem.